Od 7 do 11 lipca w Krakowie odbywał się ww.festiwal. Przedstawienia były inne niż rok temu. Napiszę o nich trochę i dam Wam do obejrzenia parę zdjęć. :P
1. Kijowskie embargo na humor (ART – OBSTREL CLOWNS & COMEDY, z Ukrainy) - Nie oglądałam całego. Mamy klaunów, którzy, jak to klauni – odgrywają różne scenki, wciągają na scenę publiczność (jeden wzięty przez nich chłopak nie chciał zrobić salta do tyłu, to bez cackania wzięli go ubrania i już – krótko, zwięźle i na temat :P).
Tutaj niestety nie mam zdjęć.
2. Utopia – Leo Bassi – „komik i artysta cyrkowy (…) jest potomkiem długiej linii włoskich, francuskich i angielskich "ekscentryków komedii". Jego rodzina występuje od ponad 130 lat”. I oto kaczka! Leżała sobie, spokojna, niepozorna, nadmuchiwana. Obok była mniejsza i taka całkiem malutka, którą można by wziąć do ręki. Leo (mówił niestety po angielsku, więc nie wszystko rozumiałam) wziął dwóch ludzi ze sceny, i „lekko” i zahipnotyzował - dziewczyna musiała złączyć ręce, kiedy słyszała słowo „Italy”. Chłopaka natomiast nasz „Kaczkoman” podpuścił – powiedział mu, że ma rzucić w niego talerzem z pianką do golenia, a biedak zamiast rzucić w niego, rozplaskał krem na własnej twarzy.
Potem Leo powiedział, że jego marzeniem jest, żeby kaczka znalazła się przed Kościołem Mariackim (mówił coś tam, że jego bóg (kaczka? :P) musi być z tamtym Bogiem, czy coś w tym rodzaju…). No nic, w każdym razie na hasło: „Zanieśmy kaczkę pod Kościół Mariacki!” ludzie po prostu wstali, poszli do kaczki, podnieśli ją i zanieśli przed kościół (była też mniejsza, dla dzieci, którą ja też niosłam ;P). Ogólnie fajnie było. ^^
3. Le Tournage Imaginare du Prato – Gilles Defacque & Jacques Motte – To były jakby warsztaty dla młodych aktorów. Odgrywali różne scenki, a także opowieść o tym, jak flecista wygonił szczury z miasta (?). Było też dwóch panów, jeden był narratorem (mówił po francusku, ale jeden chłopak tłumaczył to na polski), drugi też grał (m. in. udawał drzwi :P). Na początku nawet weszłam na „scenę” (tylko podałam im rękę, a oni coś tam mówili, ale co tam ^^).
4. Wędujące Lalki Pana Pejo (Mr. Pejo Wandering Dolls) (reżyseria: Anna Shishkina) : Mignone – opowiada o pewnej dziewczynie, nastolatce. Występuje też dwóch… eee… panów. Wszyscy mają całkiem oryginalne stroje oraz maski. Mieszkają (?) w szafie.
Pod koniec przedstawienia (według mnie całkiem ładne, jeśli chodzi o stroje, ale i nieco dziwne) cała trójka gra na instrumentach m. in. na skrzypcach. Na końcu wciąga publiczność do wspólnej uczty (albo czegoś w rodzaju urodzin dziewczyny…).
Zdjęć nie ma
5. Wędujące Lalki Pana Pejo (Mr. Pejo Wandering Dolls): Mogota – baśń. Najpierw czwórka (trzech mężczyzn i jedna kobieta) aktorów tańczy i próbuje sprzedać widowni różne drewniane ptaszki itd. Potem przenosi się do Afryki. To przedstawienie również było nieco dziwne, można powiedzieć, że odgrywali różne scenki i takie tam. :P Maski też były ładne i oryginalne.

(pani, która robiła różne dźwięki, np. mruczenie itd.; nawet fajnie wyszło :P)
6. Leandre (spektakl autorski Leandre Ribera) – nie oglądałam całego, w dodatku od tyłu (:P). Komik, polega głównie na publiczności (np. wziął z widowni wózek ze śpiącym dzieckiem).
7. Grupa Teatralna MYSTORIN: Baalai Shem (Mistrzowie Imienia) – „zespół z Izraela pokazuje piękno starych tekstów hebrajskich”. Głównie taniec, trochę śpiewu. Niestety, nie jestem zbytnio zaznajomiona z kulturą hebrajską, inaczej może zrozumiałabym trochę więcej. Ogólnie jednak całkiem mi się podobało.
8. Teatr KTO: Ślepcy - opowiada o ludziach, którzy w wyniku wypadku trafiają do szpitala. Nie ma słów (może tylko ma początku), za to mamy dużo ruchu, emocji, lekarzy, stojąc na jakiejś platformie, patrzą bez emocji na to, co dzieje się w dole.
( zdjęcia niestety wyszły rozmazane – było ciemno, poza tym mi się wtedy rozładowała bateria w aparacie :P)
9. Teatr TUIG: Schraapzucht (Zachłanność) – Mamy tu dziwną, dwupoziomową maszynę z kołem po jednej stronie, które napędza trójka ludzi stojący na piętrze. W dole mamy jednego człowieka i mieszkanie, a tam najpierw krzesło, potem stolik, leżak, półkę, wazon… To wszystko pojawia się w wyniku pracy tamtych – różne przedmioty zsuwają się na dół za pomocą sznurków (sznurki również sprawiają, że rzeczy trzymają się, nie rozpadają). Kiedy ludzie robią sobie przerwę, człowiek mówi „nie”, pracujcie. Tamci wracają do pracy, ale się buntują, mocno ciągną za sznurki, przez co przedmioty wędrują ku górze. W końcu człowiek zaplątuje się w sznury. Ludzie mu nie pomagają.
I na koniec jeszcze zdjęcie, które tak sobie zrobiłam (a co! :P).