sobota, 7 kwietnia 2012

Najlepszego na Wielkanoc

No, to życzę Wam (wszystkiego) najlepszego na święta wielkanocne, tego, czego chcecie. :)
Mam nadzieję, że pierwsze pokrywa się z drugim. ^^

U mnie raczej w porządku, z bratem zrobiliśmy pisanki m. in. z haiku o żabie i z Cthulhu. :P
Swoją drogą, czytałam niby tylko 2 opowiadania Lovecrafta - "Szczury w murach" i "Sny w domu wiedźmy", ale czytając to drugie stwierdzam, że mistrzem grozy to on nie jest
("Z radością zapadł się w przesycone osobliwym rykiem zmroczniałe otchłanie, choć pościg za nimi opalizującego grona bąbli małego kalejdoskopowego wielościanu wydał mu się złowieszczy i irytujący." - mój faworyt ^^).

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 5 marca 2012

Bajgle, Utagawa (Kuniyoshi), "wpadnięte w ucho"

Witam!
Tak sobie pomyślałam, że mogłabym coś skrobnąć. ^^
Jestem (już) w gimnazjum. Wrażenia? Cóż, nie jest tak źle, jak mogło by być. Obeszło się bez kocenia i podobnych atrakcji (ech, a mogłam iść do rejonówki... :P).
30 grudnia skończyłam 13 lat, także jestem już (sweet) nastolatką.Na urodzinach byłam sobie z bratem i rodzicami w muzeum, na wystawie prac Utagawy Kuniyoshiego (nie żeby mnie tam zaciągnęli siłą - sama się jakoś natknęłam i wybrałam, ot, tak w ramach mojego zainteresowania Japonią ^^), a, no i na bajglach. Dla niezorientowanych w temacie tych drugich - takie trochę żydowskie obwarzanki, ale jednak inne ciasto i w ogóle. Miałam z Nutellą i bananami, więc nie znam smaku takiego klasycznego bajgla z białym serkiem, no, ale sądzę, że jeszcze kiedyś ich spróbuję, więc "wszystko przede mną". :P
Co do Kuniyoshiego - jest to japoński drzeworytnik, tworzący w epoce Edo (XII - XIX wiek). Wtedy właśnie (dzięki dobrobytowi panującemu w kraju) najbardziej rozwijało się ukiyo-e - "obrazy przemijającego świata". Kuniyoshi w swoich pracach pokazuje m.in. aktorów teatru kabuki (na początku był to kobiety, później młodzi chłopcy, a w końcu dorośli, dojrzali mężczyźni, grający również role kobiet - ich właśnie autor pokazuje), "piękne kobiety", sceny wojenne, a także duchy, zjawy i demony z legend Japonii.
Przy każdym obrazie był opis, niestety, nie mogłam ich wszystkich "dokładnie" przestudiować. ^^
Mi tam chyba najbardziej podobały się duchy (yurei) i demony (yokai). Autor stworzył serię "przystanków" ze starej stolicy (Kyoto) do nowej (Edo). Inni twórcy drzeworytów tworzyli serię tych przystanków z pejzażami, a on zrobił taką, w której na każdym obrazie ("przystanku") przedstawiony jest duch czy demon z legendy popularnej w tym miejscu. Przyznam, że to całkiem fajny pomysł. ;)
Ogólnie mi się podobało i raczej nie mam nic przeciwko innym takim wyjściom.

Tak na marginesie, próbowałam szczęścia w konkursie z języku polskiego już w gimnazjum. Znów mi się trochę poszczęściło, a mianowicie dostałam się do drugiego etapu, a do trzeciego (finału) zabrakło mi 3 punktów. No, zawsze coś. :)

Na razie chyba tyle. Swoją drogą, teoretycznie jakbym już coś skrobnęła, to mogłabym też coś np. o Japonii. Co prawda nie jestem znawczynią ani nic, ale czasem taki wpis bardziej tematyczny, "konkretny"...? No, czemu nie, zobaczymy, może.

A, i jeszcze piosnka "wpadnięta mi w ucho".
"Moon River"


No, to... cześć. ^^

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych 2011 …czyli kaczka w akcji!



Od 7 do 11 lipca w Krakowie odbywał się ww.festiwal. Przedstawienia były inne niż rok temu. Napiszę o nich trochę i dam Wam do obejrzenia parę zdjęć. :P

1. Kijowskie embargo na humor (ART – OBSTREL CLOWNS & COMEDY, z Ukrainy) - Nie oglądałam całego. Mamy klaunów, którzy, jak to klauni – odgrywają różne scenki, wciągają na scenę publiczność (jeden wzięty przez nich chłopak nie chciał zrobić salta do tyłu, to bez cackania wzięli go ubrania i już – krótko, zwięźle i na temat :P).
Tutaj niestety nie mam zdjęć.




2. Utopia – Leo Bassi – „komik i artysta cyrkowy (…) jest potomkiem długiej linii włoskich, francuskich i angielskich "ekscentryków komedii". Jego rodzina występuje od ponad 130 lat”. I oto kaczka! Leżała sobie, spokojna, niepozorna, nadmuchiwana. Obok była mniejsza i taka całkiem malutka, którą można by wziąć do ręki. Leo (mówił niestety po angielsku, więc nie wszystko rozumiałam) wziął dwóch ludzi ze sceny, i „lekko” i zahipnotyzował - dziewczyna musiała złączyć ręce, kiedy słyszała słowo „Italy”. Chłopaka natomiast nasz „Kaczkoman” podpuścił – powiedział mu, że ma rzucić w niego talerzem z pianką do golenia, a biedak zamiast rzucić w niego, rozplaskał krem na własnej twarzy.
Potem Leo powiedział, że jego marzeniem jest, żeby kaczka znalazła się przed Kościołem Mariackim (mówił coś tam, że jego bóg (kaczka? :P) musi być z tamtym Bogiem, czy coś w tym rodzaju…). No nic, w każdym razie na hasło: „Zanieśmy kaczkę pod Kościół Mariacki!” ludzie po prostu wstali, poszli do kaczki, podnieśli ją i zanieśli przed kościół (była też mniejsza, dla dzieci, którą ja też niosłam ;P). Ogólnie fajnie było. ^^










3. Le Tournage Imaginare du Prato – Gilles Defacque & Jacques Motte – To były jakby warsztaty dla młodych aktorów. Odgrywali różne scenki, a także opowieść o tym, jak flecista wygonił szczury z miasta (?). Było też dwóch panów, jeden był narratorem (mówił po francusku, ale jeden chłopak tłumaczył to na polski), drugi też grał (m. in. udawał drzwi :P). Na początku nawet weszłam na „scenę” (tylko podałam im rękę, a oni coś tam mówili, ale co tam ^^).








4. Wędujące Lalki Pana Pejo (Mr. Pejo Wandering Dolls) (reżyseria: Anna Shishkina) : Mignone – opowiada o pewnej dziewczynie, nastolatce. Występuje też dwóch… eee… panów. Wszyscy mają całkiem oryginalne stroje oraz maski. Mieszkają (?) w szafie.
Pod koniec przedstawienia (według mnie całkiem ładne, jeśli chodzi o stroje, ale i nieco dziwne) cała trójka gra na instrumentach m. in. na skrzypcach. Na końcu wciąga publiczność do wspólnej uczty (albo czegoś w rodzaju urodzin dziewczyny…).
Zdjęć nie ma

5. Wędujące Lalki Pana Pejo (Mr. Pejo Wandering Dolls): Mogota – baśń. Najpierw czwórka (trzech mężczyzn i jedna kobieta) aktorów tańczy i próbuje sprzedać widowni różne drewniane ptaszki itd. Potem przenosi się do Afryki. To przedstawienie również było nieco dziwne, można powiedzieć, że odgrywali różne scenki i takie tam. :P Maski też były ładne i oryginalne.









(pani, która robiła różne dźwięki, np. mruczenie itd.; nawet fajnie wyszło :P)




6. Leandre (spektakl autorski Leandre Ribera) – nie oglądałam całego, w dodatku od tyłu (:P). Komik, polega głównie na publiczności (np. wziął z widowni wózek ze śpiącym dzieckiem).






7. Grupa Teatralna MYSTORIN: Baalai Shem (Mistrzowie Imienia) – „zespół z Izraela pokazuje piękno starych tekstów hebrajskich”. Głównie taniec, trochę śpiewu. Niestety, nie jestem zbytnio zaznajomiona z kulturą hebrajską, inaczej może zrozumiałabym trochę więcej. Ogólnie jednak całkiem mi się podobało.



8. Teatr KTO: Ślepcy - opowiada o ludziach, którzy w wyniku wypadku trafiają do szpitala. Nie ma słów (może tylko ma początku), za to mamy dużo ruchu, emocji, lekarzy, stojąc na jakiejś platformie, patrzą bez emocji na to, co dzieje się w dole.
( zdjęcia niestety wyszły rozmazane – było ciemno, poza tym mi się wtedy rozładowała bateria w aparacie :P)





9. Teatr TUIG: Schraapzucht (Zachłanność) – Mamy tu dziwną, dwupoziomową maszynę z kołem po jednej stronie, które napędza trójka ludzi stojący na piętrze. W dole mamy jednego człowieka i mieszkanie, a tam najpierw krzesło, potem stolik, leżak, półkę, wazon… To wszystko pojawia się w wyniku pracy tamtych – różne przedmioty zsuwają się na dół za pomocą sznurków (sznurki również sprawiają, że rzeczy trzymają się, nie rozpadają). Kiedy ludzie robią sobie przerwę, człowiek mówi „nie”, pracujcie. Tamci wracają do pracy, ale się buntują, mocno ciągną za sznurki, przez co przedmioty wędrują ku górze. W końcu człowiek zaplątuje się w sznury. Ludzie mu nie pomagają.

I na koniec jeszcze zdjęcie, które tak sobie zrobiłam (a co! :P).




poniedziałek, 4 lipca 2011

Mój artykulik w Głosie Nowej Huty, czyli "Żegnaj szkoło!"

Cześć! Dawno mnie tu nie było, wiem. Nie mam jakiegoś konkretnego usprawiedliwienia. W nagrodę za to, że tak cierpliwie czekaliście (mam nadzieję, że to Wam się nie znudziło :P) trochę się pochwalę i zamieszczę mój "artykulik", który ukazał się dzięki pewnej Pani z mojej już byłej szkoły (właściwie, to ona zaproponowała, żebym go napisała) w Głosie Nowej Huty (ciekawe, czy kiedyś czytaliście tę gazetę).
Tytuł w gazecie to "Żegnaj szkoło", ale ja dałam inny: "Tyleśmy ze sobą przeżywali..." (kojarzycie, skąd to? ^^)

Żegnaj szkoło

Właśnie kończę szóstą klasę. Potem utęsknione wakacje i zupełnie nowa szkoła. Znowu trzeba będzie się przyzwyczajać do budynku, klasy i nauczycieli. Nowy, ostrzejszy system nauczania. Pewnie będę tęsknić za łagodniejszymi czasami w podstawówce i docenię, choć za późno, jak tam było dobrze.
Pamiętacie, jak to było? Chodziło się po coraz bardziej znanych korytarzach, zżywało się z klasą, zawierało nowe przyjaźnie i powoli szkoła nie była już taka zupełnie obca i straszna... no, może straszna jest nadal :), ale troszkę mniej. Poznawałam ją coraz bardziej i nauczyłam się podchodzić do niej z pewnym dystansem. Może chociaż to przyda mi się w gimnazjum?
Poszczęściło mi się w jednym z konkursów i pytają mnie o dobre sposoby nauki. Według mnie najważniejsze to znaleźć swój własny sposób, dopasowany do tego, co się lubi najbardziej. Może jeden woli mieć wszystko ładnie rozrysowane na kartce, w punktach, lub w mapach myśli (sprawdźcie na necie, jak się je robi), innemu pomaga czytanie sobie na głos…Rada, która mnie pomogła: kiedy czytasz, nie staraj się na siłę czytać jakoś bardzo szybko, tylko skup się, zrozum każde słowo.
Ale nie wiem, czy istnieje jakaś uniwersalna metoda, skuteczna dla wszystkich. W każdym razie spróbuj polubić naukę… No co, co się tak patrzysz? Może Ci się uda. W końcu trochę czasu spędzasz, ucząc się, więc spraw, żeby to nie było męką.
Ale przecież w szkole nie chodzi wyłącznie o naukę. Wychodzisz z niej nie tylko z głową wyładowaną bardziej lub mniej sensownymi i użytecznymi informacjami, ale też z przyjaźniami, które zostaną na całe życie i pamięcią o lepszych lub gorszych, śmiesznych lub smutnych przygodach, które nas tu spotkały.
„A dziś już wspomnienia łączą nas...”

sobota, 23 kwietnia 2011

Życzenia wielkanocne

Na Wielkanoc życzę Wam, przede wszystkim, odpoczynku, spokoju i... obżarstwa. :) Oprócz tego szczęścia, zdrowia i wszystkiego, czego tylko chcecie. No, i smacznego jajka i miłego zajączka (albo kurczaczka - jak wolicie :P).
I jeszcze raz smacznego jajka, pachnącej choinki, odpoczynku i spokoju! :)

niedziela, 27 marca 2011

Miło

Jestem laureatką z konkursu humanistycznego. Miło, co? :)
Finał pisałam 1 marca. Najpierw miałam punktów47/52, ale potem tata się odwoływał i ostatecznie jest 49/52. 31 marca będzie rozdanie nagród (chociaż może jeszcze potem, gdzieś tak we wrześniu czy w październiku, będzie jakieś spotkanie (możliwe, że z prezydentem), na którym rozdadzą bony na książki).Laureat daje wstęp do dowolnego gimnazjum, do tego nie muszę pisać egzaminu po szóstej klasie.
Skończyłam czytać "Morderstwo w Orient Expressie" Agathy Christie, a niedawno przeczytałam też "Samotny dom" tej autorki. Obie książki mi się podobały - mają niespodziewane zakończenia. :P Oczywiście serdecznie polecam.
No, to tyle. Co prawda krótko, ale to zawsze coś. Do następnego wpisu!